wtorek, 27 listopada 2012

Society kill me.

Znowu czuję się jak świnia. Jakbym ważyła 100 kilogramów. Jakby masa tłuszczu wylewała się z mojego brzucha, nóg. Czuję się w sumie jak śmieć. Moja rzeczywistość radykalnie się zmieniła od czasu gdy moja matka powiedziała schudnij, od czasu gdy moja babka nakrzyczała na mnie, że nie mogę ważyć ponad 50 kilogramów, od czasu kiedy mam tumblra i oglądam tysiące zdjęć perfekcyjnych dziewczyn o perfekcyjnych długich i chudych nogach, perfekcyjnie płaskim brzuchu, perfekcyjnych włosach, cerze, rysach twarzy.
I wiem, że świat wykreowanego przez internet ogólnie przyjętego kanonu piękna głęboko zapadł w moją psychikę. Pomimo nawet, że kanon ten nie jest wcale odzwierciedleniem rzeczywistość i powiedzmy potrzeb płci przeciwnej. Jednak co z tego? Przyjmuję ten fakt do wiadomości, ale wmawiam sobie, że MOGĘ być idealna, tylko jestem idiotką i nieudacznikiem.
Tak naprawdę? To raczej nie możliwe. Zadanie nie do wykonania, cel nieosiągalny. I nie zależy mi na opinii innych osób na temat mojego wyglądu. Niech mówią, że jestem gruba, niech mówią, że jestem za chuda, albo ładna albo brzydka. Wszystko mi jedno. Jedyne czego potrzebuję to samoakceptacji i świadomości, że kiedy stanę przed lustrem nie będę czuła swego rodzaju obrzydzenia.

Lżej na sercu.
Nie chcę, żeby ktoś musiał słuchać moich gorzkich żali.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz